Makowiec Wigilijny Małgorzaty Musierowicz
...Makowiec smakuje najlepiej w okresie świąt, gdy za oknem da się dostrzec biały puch, a w oddali słychać dźwięk kolęd. Mak jak wiadomo ma też swoją określoną symbolikę. Kiedyś wigilia niego obejść się nie mogła. W dawnych kulturach słowiańskich uznawany był za pokarm zmarłych. Stąd zapewne jego obfitość na wigilijnym stole, do którego przecież - obok żyjących - zasiadały dusze przodków. W tym roku upiekłam makowiec ( a właściwie dwa) z którym spotkałam się w książce "Łasuch Kulinarny" M. Musierowicz, pyszny!
Sposób przygotowania
Zaczyna się od sparzenia 1/2 kg maku.
Zalewa się go wrzątkiem w garnku i niech sobie stoi przez noc.
Nazajutrz odsącza się mak na sicie, bardzo dokładnie, a potem przekręca się go przez maszynkę, jeden raz tylko, nie dwa czy nawet trzy, jak doradzają w książkach kucharskich. Tosia lubi, jak mak troszkę chrupie w zębach, a nie maże się kleiście.
No więc, raz go przez maszynkę - a potem, do tego przekręconego maku, wlewa się trzy-cztery łyżki płynnego miodu, prawdziwego!
Teraz cukier. W przepisie Tosinej Mamy jest napisane: "cukier - do smaku" - no, bo rzeczywiście, jedni wolą słodziej, drudzy nie. Do smaku, to do smaku.
Dwie łyżki roztopionego masła. Rodzynki. Skórka pomarańczowa. Obrane i posiekane migdały. Orzechy włoskie. Orzechy laskowe. Wszystko posiekane. Wreszcie - ze trzy lub cztery łyżki wiśniowej konfitury. I całe jajko. Wszystko to należy wymieszać i niech sobie odpoczywa, nasączając się powoli różnorakimi aromatami.
Teraz ciasto.
Rozczyn jak zwykle:
szklanka letniego mleka
3 dkg drożdży
łyżeczka cukru
łyżka mąki
I niech rośnie.
Na ciasto potrzeba:
300 g mąki (użyłam 450 g mąki, ponieważ przy tej ilości ciasto było zbyt rzadkie - przyp. Liska)
3 jajka
1/3 kostki masła (roztopić! ostudzić!)
1/3 szklanki cukru*
szczyptę soli
Z tym ciastem jest następujący problem: ono nie ma być zwarte, jak np. to na placki czy baby. Nie. Ma być luźne, wolne, choć naturalnie doskonale ubite za pomocą kopystki (którą można zastąpić mikserem:). Po stwierdzeniu, że ciasto odstaje od kopystki oraz że zawiera dużo pęcherzyków powietrza, Tosia wykłada ciasto na stolnicę podsypaną mąką, przykrywa je czystą ściereczką i pozwala mu nieco podrosnąć.
Potem dzieli je na pół, ponieważ z tej ilości ciasta zręczniej jest wykonać dwa mniejsze makowce, niż męczyć się z jednym wielkim.
Więc rozwałkowuje się cienko ten pierwszy kawałek - tak by przybrał formę podłużnego prostokąta.
Nakłada na ten prostokąt mak - od brzegu do brzegu.
Zwija teraz ciasto wraz z makiem w długi rulon (poczynając od tego dłuższego brzegu prostokąta) i zakleja końce rulonu. Następnie smaruje masłem długą formę ćwibakową, posypuje ją tartą bułką i wkłada makowiec do formy.
Tę samą operację powtarza się z drugim kawałem ciasta i drugą połową makowego nadzienia, tak że po chwili na stolnicy widnieją dwie jednakowe formy ćwibakowe, wypełnione w 2/3 wysokości bladym ciastem, z którego nie powinno w żadnym miejscu wyłazić makowe nadzienie. Jeśli wyłazi - zalepić dziurkę! Tak. I można jeszcze pozwolić makowcom wyrosnąć, a w tym czasie nagrzać piekarnik do 180 stopni i wykonać na przykład kruszonkę, jeśli kto lubi. (Tosia nie lubi).
Mama Tosi zawija makowce w pergamin i w nim je piecze. Inni wolą folię aluminiową. Ale Tosia ceni stałość i niezawodność blaszanej foremki.
Po upieczeniu (180-200 st C) i sprawdzeniu patyczkiem tych miejsc, gdzie więcej jest ciasta niż nadzienia, Tosia pozwala makowcom przestygnąć, ale nie całkiem, gdyż lukrowanie w momencie, gdy ciasto jest jeszcze ciepłe decyduje o tym, jak gładko lukier rozleje się po powierzchni makowców.
Lukier czekoladowy jest tu bardzo na miejscu, także kajmakowy, albo cytrynowy."
Smacznego:)
* ciasto wcale nie jest bardzo słodkie, bym powiedziała takie sobie.. w sam raz pasuje na Wigilijną ucztę- nie zasłodzimy się nim.
Podobne przepisy:
Recenzje przepisu:
-
Komentujesz jako Gość. Zaloguj się lub Zarejestruj.






Poleć znajomym